fot. JolantaS
Zachód słońca na La Quebrada - Acapulco
Dawne cywilizacje i mistyczne objawienia, jedno z największych i najbrudniejszych miast świata i piękne plaże nad Pacyfikiem! Oto Meksyk jaki poznałam.
Mój pierwszy kontakt z meksykańską ziemią był dość spektakularny i podnoszący adrenalinę! Samolot lądował podczas potwornej burzy, błyskawice stworzyły nieprawdopodobny spektakl na niebie, który mógłby zachwycać, gdyby tylko tak nie przerażał. Po trzecim podejściu, gdy straciliśmy już nadzieję na szczęśliwe lądowanie, olbrzymi ptak usiadł w końcu na pasie i jak się okazało, był to ostatni samolot jaki tego dnia wylądował przed zamknięciem lotniska! Samo lotnisko zrobiło na mnie piorunujące wrażenie!! Jeśli nasze Okęcie też nosi miano lotniska, to nie wiem jak można byłoby nazwać tamto. Czuliśmy się jak zagubieni w olbrzymim mieście, z ruchomymi chodnikami i wspaniałymi wystawami drogich sklepów.
Samo miasto Mexico City jest olbrzymie, pełne kontrastów, jedna ciągnąca się kilometrami reprezentacyjna ulica i im dalej, tym więcej dziwnych budek z kartonu, stojących na wysypisku śmieci, błąkających się kóz i rosnących coraz gęściej opuncji. Tylko gdzieś w oddali zamajaczy przy dobrej widoczności majestatyczny wulkan Popocatepetl.
fot. JolantaS - Droga umarłych...Teotihuacan
Wystarczy jednak oddalić się od stolicy około 50 kilometrów i znajdziemy się w starożytnym mieście Teotihuacan - "miejscu gdzie ludzie stają się bogami..." Miasto powstało około 200 r.n.e., i choć z chwilą przybycia Azteków - twórców ostatniej wielkiej kultury tego regionu, było już wymarłe, wierzyli oni, że właśnie tam powstały Słońce i Księżyc. Nietrudno w to uwierzyć, gdy idąc między ruinami starych budowli nagle zobaczy się tuż przed sobą rozległą Aleję Zmarłych i dwie olbrzymie, oszałamiające nie tyle wielkością, co majestatyzmem piramidy Słońca i Księżyca. Oczywiście musiałam się na nie wdrapać, choć łatwo nie było! Wysokie i bardzo wąskie stopnie zdały się prowadzić do nieba, a lepiej było nie oglądać się wstecz! Piramida Słońca jest wyższa, ale warto było się pomęczyć. Rozpościera się z niej imponujący widok na miasto!! Zwykle jest tu sucho i gorąco, jak powiedział nam przewodnik, panuje tu specyficzny klimat i nawet jeśli w stolicy leje, tu słońce pokazuje, że jest bogiem. Ja jednak mam "szczęście"!! Gdy byłam kiedyś w Turcji - przeżyłam trzęsienie ziemi, na Teneryfie trafiła mnie powódź, w Ammanie, w moim hotelu wybuchła bomba, a w Tunezji ulewa sparaliżowała ruch kołowy i samolot miał kilka godzin opóźnienia, bo pasażerowie nie dojechali na lotnisko. Zastanawiałam się, co się wydarzy tym razem? I nie zawiodłam się!!! Nagle niebo zasnuło się chmurami, zrobiło się prawie ciemno, pioruny zaczęły walić ze wszystkich stron, a myśmy uciekali w dół piramidy mało nóg nie łamiąc!!