|
Wspomnienia z podróży
2010-12-02
Peru –Boliwia - moja wyprawa śladami Inków
fot. JolantaS Naszą podróż po tym pięknym kraju rozpoczęliśmy od odwiedzin naszych skrzydlatych przyjaciół na Wyspach Ballestas. To tutaj żyją sobie spokojnie tysiące, jeśli nie setki tysięcy przeróżnych ptaków morskich, od pelikanów, po pingwiny Humbolta. Wszystko to się kłębi, skrzeczy, kotłuje - w tylko im znanym i rozumianym pośpiechu. Oczywiście bractwo na potęgę oddaje naturze to co zostało po przetrawieniu tego mnóstwa ryb wszelakich, którymi się bez żadnego problemu opycha, stąd też na skałach rozpościera się bielutka, gruba pierzynka guano, czyli po prostu ptasiego g…., które jest świetnym eksportowym nawozowym rarytasem:D A zapach jaki się roztacza?????!!
fot. JolantaS - Arequipa i wulkan El Misto Kolejnym miejscem, które w marzeniach oglądałam setki razy, a które było mi dane zobaczyć, to oczywiście Nasca i tajemnicze linie , które 1500 lat temu jakaś nieznana cywilizacja stworzyła, do dziś nie wyjaśniono po co Przedziwne figury olbrzymich rozmiarów: małpa, kondor, pająk, kosmonauta, czegóż tam nie ma. Wszystko to widać dopiero z lotu ptaka, a raczej małych awionetek, które poza obrazami na ziemi dawały również całkiem inne wrażenia i to niestety nie te najmilsze, szczególnie po obfitym śniadaniu! Kolejnego dnia jechaliśmy trasą panamerykańską do Arequipy – Białego Miasta, albo Miasta Wiecznej Wiosny – jak kto woli. Jazda trwała 10 godzin, ale widoki po drodze powalały na kolana. Cała trasa to nic innego jak nitka zawieszona gdzieś między niebem a wzburzonymi falami Pacyfiku! Widoki nieprawdopodobne, pięknie i straszne zarazem, niektóre osoby nie dawały rady, zamykały oczy, udawały że śpią, albo po prostu zamykały oczy i modliły się w ciszy. Dla niektórych Arequipa to najpiękniejsze miasto Peru. Białe domy, cudowne kolonialne uliczki i domy, piękna katedra, Plaza de Armas, a nad wszystkim góruje wyniosły i tajemniczy El Misto, czyli wulkan rzucający cień ma słoneczne miasto, prawie jak niegdyś Wezuwiusz na Pompeje. Mam nadzieję, że mieszkańców tego pięknego miasta taki sam los nie spotka! Acha! Muszę tu się przyznać, że od pierwszego dnia zaczęłam zarabiać na miano narkomanki:D Zaczęłam pić regularnie herbatkę z coci aby złagodzić chorobę wysokościową, która wkrótce nas wszystkich i tak dopadła. Stało się to już następnego dnia, gdy zaczęliśmy się mozolnie wspinać naszym poczciwym autokarem na wysokość 4910 m n.p.m. To właśnie Mirador, przełęcz w Andach, skąd jest cudny widok na trzy ponad sześciotysięczne wulkany. Ale ciężko!! Gdy wyszliśmy tam na punkt widokowy wrażenie było niesamowite. Rozrzedzone powietrze powodowało zadyszkę po kilku krokach, w głowie się kręciło, czułam się tak, jakbym duszkiem wypiła 100g Metaxy. Innych rozbolała głowa, jedna dziewczyna dostała torsji, inna brała tlen. W nocy nie spalam w ogóle. Jeszcze nie całkiem rozumiałam, gdzie jestem. Jeszcze do mnie nie dotarło ze posuwam się śladami Pizarra, do krainy gdzie kiedyś złote były nawet maczugi, którymi rozwalano łby naiwnych Indian, witających Konkwistadorów jako wysłanników oczekiwanego Boga Wirakoczy.
JolantaS
Miejsca
Komentarze
|
|
|||||||||||||||||||||||||